Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

Witaj!

Witaj najprawdopodobniej zagubiona (albo i nie) w internetach osobo!
Na tym blogu będę umieszczane recenzje wszystkiego co się da, moje przemyślenie itepe, itede. Mam nadzieję, że pomożesz mi w tworzeniu tego bloga. Zapraszam!

niedziela, 17 stycznia 2016

Miasto Kości

Heej, wracam po dosyć długim czasie z kolejną recenzją: 


Tytuł: Miasto kości
Autor:  Cassandra Clare
Ilość stron: 506
Wydawnictwo: MAG


W tym momencie drzwi się otworzyły, a Jocelyn wydała cichy okrzyk.
– Jezu!
– To tylko ja – odezwał się Simon. – Choć już mi mówiono, że podobieństwo jest uderzające.”
Clary jest zwyczajną nastolatką o artystycznej duszy. Uwielbia malować i spotykać się ze swoim jedynym przyjacielem Simonem. Jednak w ciągu jedenego wieczoru jej życie diametralnie się zmnienia. Wybiera się na imprezę do jednego z popularnych klubów. Nietrudno się domyślić, że jest niewłaściwe miejsce i niewłaściwa pora. Zauważa trójkę nastolatków z podobnymi do siebie tatuażami, których raczej trudno zaliczyć do przeciętnych. Dodatkowym problemem jest to, że tylko Clary ich widzi, a sprawa całkowicie się komplikuje, kiedy znika matka dziewczyny.


(…) bardzo łatwo jest stracić wszystko, co uważało się za dane na zawsze.”
„Miasto kości” oraz cała seria „Darów Anioła” trafia na moją listę ulubionych książek. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam to cudeńko, raczej nie byłam przekonana do przeczytania go. Książka zdecydowanie należy do tych, których nie powinno się oceniać po okładce. Słyszałam pełno, różnych opinii, zarówno dobrych i złych na temat „Miasta Kości”, aż w końcu postanowiłam zabrać się zaczytanie i... następnego dnia zamawiałam kolejne części w bibliotece.

Przepraszam, że cię uderzyłam – bąknęła Clary.
Jace przestał nucić.
– Cieszę się, że uderzyłaś mnie, a nie Aleca. On by ci oddał.

Szczególnie polubiłam bohaterów: Clary ze swoim charakterem i pasją do malowania, Jace'a, jego odwagę i uwagi od których nie raz prawie płakałam ze śmiechu, opiekuńczość Simon'a i wiele innych wspaniałych osób, które mogłabym opisać, jednak nie chcę wszystkiego zdradzić, bo mam nadzieję, że ktoś po przeczytaniu tego tekstu zabierze się do lektury.

Kocham cię. Będę cię kochał do dnia, w którym umrę. A jeśli po tym jest jakieś życie,
to wtedy też będę cię kochał.”
Podziwiam autorkę za wymyślenie tak ciekawej fabuły, w której pełno zwrotów akcji, fantastycznych bohaterów, z którymi nie można się nudzić oraz masę innych rzeczy, które włożyła w tą książkę. Clare ma świetny sposób pisania. Opowieść jest wciągająca, lekko się ją czyta, mimo ilości stron, która jest dla niektórych zapewne przerażająca i wręcz odstrasza od czytania. Jest dużo świetnych dialogów, przy których można się i pośmiać, i popłakać.

"- Nie traktuj mnie z góry. 
- Trudno byłoby mi traktować ciebie z dołu. Jesteś za niska.”
Podsumowując „Miasto Kości” jest świetną lekturą dla miłośników sensacji, niepoprawnych romantyków, osób lubiących fantastykę, czyli właściwie dla każdego. Zdecydowanie polecam, jednak ostrzegam, książka powoduje rozkojarzenie, nie dziwcie się, kiedy podczas czytania w szkole/domu/autobusie ludzie będą na Was dziwnie patrzeć. Tej książki nie da się przeczytać bez okazywania jakichkolwiek uczuć.

Nie możesz ratować innych, dopóki nie uratujesz siebie.”


Przed przeczytaniem rozdziału 21. zaleca się skonsultowanie ze specjalistą, najlepiej dobrym przyjacielem lub psychologiem(przepraszam, musiałam :P)



Do następnego, Werka xx

czwartek, 7 stycznia 2016

Gwiazd naszych wina

Tamtararamtam, to znowu ja :D
Poniżej recenzja "Gwiazd naszych wina", czyli jednej z najlepsiejszych książek na świecie. Jestem jednym, ze szczęśliwców, którym udało się dowiedzieć o tym cudeńku, przed obejrzeniem filmu. Mam nadzieję, żę Wam się spodoba i napiszecie, co myślicie.
Do następnego :* 
Werka xx


Tytuł: Gwiazd naszych wina
Autor: John Green

Ilość stron: 310
Wydawnictwo: Bukowy Las

Hazel ma szesnaście lat i jest śmiertelnie chora na raka. Dzięki cudownej terapii na tym świecie będzie kilka lat dłużej. Jest uzależniona od aparatu tlenowego, a także od oglądania America’s Next Top Model. Nie wie, ile czasu jej zostało, więc cieszy się życiem, nałogowo czytając książki. Niechętnie uczęszcza na spotkania grupy wsparcia. Podczas jednego z nich, poznaje Augustusa, któremu kostniakomięsak pozostawił niemiłe wspomnienia i protezę prawej nogi. To spotkanie całkowicie odmienia życie ich obojga.

"Radość z powodu Twojego istnienia jest o wiele większa , niż smutek z powodu twojej choroby.”
To nie jest książka o raku, bo książki o raku to lipa.” Tym zdaniem rozpoczyna się „Cios udręki”, ulubiona powieść Hazel Grace, głównej bohaterki Gwiazd naszych wina”. Książka w książce? Choć „Cios udręki” tak naprawdę nie istnieje powyższy cytat z niej wzięty idealnie opisuje obydwie książki, tą nałogowo wręcz czytaną przez Hazel i tą którą my mamy cudowną możliwość czytać.

To tylko nasza, nie gwiazd naszych wina.”
Autor ma wielki talent do łączenia przeciwieństw w jedną spójną całość. Skoro duża część bohaterów choruje na raka, to w jaki sposób sama książka o tej chorobie nie jest? Tego chyba jeszcze nikt nie „ogarnął”. Rak jest tutaj zrzucony na bardzo daleki plan, mimo że jednak jest. Dla bohaterów ważne są miłość, przyjaźń, troska i radzenie sobie z przeszłością. Nie pomijając humoru! Niby śmierć otacza bohaterów ze wszystkich stron, a oni nadal są skłonni do żartów. Nie znoszą litości ani specjalnych przywilejów.
Nie uważam, że wszyscy powinni mieć oboje oczu, nie chorować i tak dalej, ale każdy powinien przeżyć prawdziwą miłość, a ona powinna trwać przynajmniej do końca jego życia.”

Życie jest strasznie krótkie. Czasami w ogóle go nie doceniamy. Żyjemy po swojemu, nieświadomi, że nasz czas może skończyć się w każdej chwili. Może to być za kilkadzieścia lat, a może już jutro. Kolejne minuty tak bardzo cennego ludzkiego życia uciekają bezpowrotnie. Często się zdarza, że nawet nie możemy się nim nacieszyć. Ta książka to pokazuje. Z początku wydaje się prostą, szybką powieścią. Właściwie byłam pewna prawie do samego końca, że Hazel cudownie wyzdrowieje i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie, że będzie to kolejna „lekka” powieść o pierwszej miłości dwojga młodych ludzi. Wszystko okazało się całkiem inne.
"Wydawało się, że to było całe wieki temu, jakbyśmy przeżyli krótką, ale mimo to nieskończoną wieczność. Niektóre wieczności są większe niż inne."
Sumując to wszystko, pan Green stworzył świetną książkę. Aby ją zrozumieć nie wystarczy jej przeczytać i odłożyć. Trzeba ją przemyśleć, zobaczyć ukryty sens. Sama na początku nie potrafiłam tego zrozumieć.  Autor miał genialny pomysł i wykorzystał go w pełni. Historia Hazel i Augustusa chwyta za                                                      serce. Ich miłość może być przykładem dla  innych. Jest to                                                         książka, którą pamięta się przez długi, bardzo długi czas.
 




Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie jak to, o których możesz opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się nimi wydaje się niemalże zdradą.”

czwartek, 7 stycznia 2016

Na początek.


               Siedzę już 10 minut wpatrując się w ekran komputera i próbując coś napisać. Właściwie cały dzień chodziłam i rozmyślałam, co napisać w tym pierwszym poście...
To może na początek, napiszę po co w ogóle założyłam bloga. 
Właściwie sama nie wiem. Zabierałam się już do tego jakieś pół roku, od dłuższego czasu czytałam różne strony, na których rożne osoby, rozpisywały się na różne tematy. Jak na razie nie mam pojęcia, co będę tutaj dodawać. Na pewno już niedługo pojawi się pierwsza recenzje, która dosyć długo czeka na opublikowanie.
                W postach chcę być szczera. Nie zamierzam wymyślać, jaka to niby jestem, Jak mówi tytuł bloga, chcę tu pokazać prawdziwą siebie, wyrazić własne zdanie, co nie zawsze dane jest mi np. w szkole. Z moich znajomych i rodziny, jak na razie nikt nie wie i raczej wiedzieć nie będzie, że pisze. No oprócz mamy, której doniósł mój brat, ale to się wytnie. (Mamo, jeśli to czytasz, to pozdrawiam :*).

Na razie to chyba na tyle. Starałam się, żeby nie wyszło zbyt chaotycznie, ale tego nie wiem. Starałam się. Jeśli już ktoś to przeczyta, liczę bardzo na komentarze. To mega motywuje. Opiszcie też siebie, chcę Was poznać.
Do następnego :*
Werka xx



Jeśli cokolwiek przeczytasz, proszę Cię o komentarz, choćby głupią kropkę Chcę wiedzieć, ile Was tu jest i co sądzicie, o tym co dodaję. :)